Dzieci mogą uczyć się także poza systemem oświaty. Fot. Chroma Stock
Dzieci mogą uczyć się także poza systemem oświaty. Fot. Chroma Stock
Nauczeni

A może wziąć sprawy w swoje ręce?

Rozważania na temat edukacji z perspektywy rodzica. I kilka pomysłów na działanie poza systemem.

Tekst ukazał się w drugim numerze Rodzinnego Magazynu67 (wrzesień – październik 2019).

Dzieci mogą uczyć się także poza systemem oświaty. Fot. Chroma Stock
Dzieci mogą uczyć się także poza systemem oświaty. Fot. Chroma Stock

Szkoła, zwłaszcza dzisiaj, kiedy kurz po strajku jeszcze nie opadł, jest obiektem krytyki ze wszystkich stron: uczniów, rodziców, polityków, nauczycieli. W czasie strajku krytyka nasiliła się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Padło wiele gorzkich słów, które spolaryzowały wszystkie strony zaangażowane w system edukacji. Mam wrażenie, że oddaliliśmy się od siebie i trwamy przy swoich stanowiskach. Na dodatek wszystkie grupy w poczuciu niezrozumienia.

Jak my, rodzice, możemy odnaleźć się w tej sytuacji? Przecież chodzi o nasze dzieci, o ich rozwój i ich przyszłość.

Jest wiele rzeczy, które nam, rodzicom, nie podobały się jeszcze na długo przed strajkiem i reformą. Dzisiejsza szkoła do złudzenia przypomina fabrykę z pionierskich czasów industrializacji. Mówiono wtedy, że trzeba pracować, a nie myśleć. Pytanie tylko czy nasze społeczeństwo rzeczywiście potrzebuje dzieci, które funkcjonują jak posłuszni robotnicy i robią wszystko, co szef im każe?

Nie dość, że dzisiejszy system edukacji przygotowuje dzieci do bezwarunkowego posłuszeństwa, to robi to pod presją czasu, w atmosferze braku zrozumienia dla potrzeb zmian w edukacji przez osoby decyzyjne.

My, rodzice, pracujemy w różnych firmach albo sami prowadzimy firmy. Może rekrutujemy pracowników? Może w tej chwili ktoś z nas zastanawia się nad zmianą pracy? Widzimy jak wygląda dzisiejszy rynek pracy, kogo poszukują pracodawcy. Warto sobie odpowiedzieć na pytanie: czy dzisiejsza szkoła uczy dzieci kluczowych kompetencji przyszłości? Czy uczy krytycznego myślenia? Czy system ceni tych, którzy potrafią współpracować, motywować innych do działania? Dzisiaj młody człowiek, który potrafi zarządzać ludźmi, mądrze nimi kierować, jest bezcenny na rynku pracy. Czy w szkole nasze dzieci uczą się kompleksowo rozwiązywać problemy i brać za nie odpowiedzialność? Czy mają okazję ćwiczyć myślenie nieszablonowe i swoją kreatywność? Niestety, szkoła tego nie uczy. Współpraca? Przecież dzieci w szkole, na lekcji, nie mogą nawet ze sobą rozmawiać, a wszelkie próby komunikacji są karane. Kreatywność? Jest jedna słuszna odpowiedź, nie ma miejsca na improwizację, na radość z innowacyjnych rozwiązań. Krytyczne myślenie? Czy jest wśród nas rodzic, którego dziecko nie zadało trudnego pytania na przykład na lekcji religii? Świetnego, logicznego pytania?

Jasne, są nauczyciele, którzy potrafią taką sytuację przekuć w niezapomnianą, mądrą lekcję, którzy zamiast zgasić ucznia „autorytetem”, nie mówią mu co ma myśleć, tylko pozwalają po prostu myśleć i samodzielnie wyciągać wnioski.

Kolejne moje pytanie do rodziców, którzy myślą podobnie, to czy waszym zdaniem dzisiejszy system edukacji ma szansę przejść transformację? Czy ma szansę obrać właściwy kurs, który da nadzieję na zmianę?

Jeśli jesteś w jakikolwiek sposób zaangażowany w edukację, masz trzy możliwości: możesz dokonywać zmian w ramach systemu, możesz wywierać nacisk na zmiany samego systemu albo możesz działać poza systemem.

A może tak wziąć sprawy w swoje ręce? Wyjść poza system? Zorganizować przestrzeń do nauki, do samorozwoju, do realizowania pasji swoich i swoich dzieci?

Może to czas, aby rozejrzeć się wokół, odszukać świetnych nauczycieli, którzy mają genialne pomysły na zajęcia z dziećmi. Znaleźć wśród rodziców sojuszników i wspólnie stworzyć warunki dla tego nauczyciela, trenera. Zorganizować przestrzeń wspólnej nauki dla waszych dzieci z kimś, od kogo chcecie, aby nauczyły się jak najwięcej… I wcale nie mam na myśli wiedzy encyklopedycznej.

Co możemy zrobić?

W pierwszej kolejności warto zorientować się, co już oferuje rynek. Może ktoś już „wymyślił nasze zajęcia”? I na dodatek robi je nawet lepiej niż sami to sobie wyobrażaliśmy? Ten temat porusza szerzej Ania Babij w tekście „Projekt dziecko”.

Może mamy czas, pomysł i chęci, aby samemu uczyć dzieci ważnych naszym zdaniem zagadnień i umiejętności? Tutaj podpowiada jak wspierać swoje dziecko w rozwoju Danuta Kitowska (również w swoich działaniach edukacyjnych online i na blogu Nauczona.pl).

Można pójść krok dalej. Wymagać on będzie więcej wysiłku, ale z doświadczenia wiem, że również da wiele satysfakcji i poczucia sprawczości. Jest sporo form działalności, które możemy podjąć. Może to być współpraca ze stowarzyszeniem już istniejącym, w ramach grupy nieformalnej. Można samemu założyć stowarzyszenie i pozyskać środki na zadania, które np. w szkole naszym zdaniem nie są realizowane a powinny być. Takie stowarzyszenie pozwala naszym działaniom nabrać wiatru w żagle, bo mając osobowość prawną możemy starać się o środki finansowe. Można również realizować swoje pomysły w ramach działalności gospodarczej. Jest również ciekawa i jednocześnie praktycznie dziewicza droga w naszym regionie: nauczanie domowe.

Wszystko zależy od zasobów jakimi dysponujemy, przede wszystkim osób, które będą nam pomagać, wspierać i od pomysłów jakie mamy.

OK, ale… Wiem, sprawa nie jest wcale łatwa. Warto jednak podjąć wysiłek i nie ograniczać się do krytyki, biernego oczekiwania, że ktoś za nas coś zrobi i wziąć sprawy w swoje ręce. Na własnych warunkach. Z ludźmi z którymi wspólna praca jest przyjemnością.

Zacznijmy od najmniej skomplikowanej formy: grupy nieformalnej. Tak najczęściej działamy i raczej te działania dotyczą drobniejszych spraw. Wielu z nas przecież wspiera nauczycieli w różnych szkolnych wydarzeniach, wycieczkach. Zbiera fundusze, szuka sponsorów… Czasami ich pozyskanie bywa kłopotliwe z uwagi na brak osobowości prawnej. Taka forma często opiera się na wzajemnym zaufaniu i nie wymaga jakiejś skomplikowanej dokumentacji. Gdy jednak grupa taka ma pomysł wymagający większej organizacji, większych pieniędzy, dochodzimy do granicy jej możliwości.

Grupa nieformalna może jednak oficjalnie pozyskać spore pieniądze. Wystarczy znaleźć partnera, organizację pozarządową i razem z nią zrealizować projekt. W Złotowie działa Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych „Możemy Więcej”, które chętnie nawiąże współpracę z grupą osób, które mają ciekawy edukacyjny pomysł.

Naturalną konsekwencją działania grupy nieformalnej jest założenie stowarzyszenia.

Uczniowski Klub Sportowy Kometka w Jastrowiu swoją działalność zaczął od nieformalnej grupy rodziców. Zaczynaliśmy od jednej ośmioosobowej grupy. Treningi odbywały się jeden raz w tygodniu. Gdy jednak chętnych do grania w badmintona przybywało i dołączył do nas doświadczony trener z planem treningowym, oraz z celem sportowym, którego realizacja wymagała udziału w wielu turniejach wyjazdowych, możliwości nieformalnej grupy były już niewystarczające. Nasze działania i środki finansowe jakich wymagały, wymusiły sformalizowanie działalności, czyli założenie stowarzyszenia. Dziś do jego założenia wystarczy 7 osób, które na zebraniu założycielskim podejmą uchwały o: powołaniu organizacji, przyjęciu statutu i wyborze władz stowarzyszenia. Zainteresowanych odsyłam na stronę portalu organizacji pozarządowych: www.ngo.pl. Są tam wszystkie niezbędne wzory dokumentów, informacje, poradniki, które krok po kroku wyjaśniają co zrobić aby założyć stowarzyszenie. Sformalizowana działalność otwiera nam drogę do pozyskiwania środków na działania: dotacji, darowizn, składek. Stowarzyszenie wymaga skrupulatnego prowadzenia dokumentacji, więc na pewno w pierwszej kolejności należy poszukać sojusznika – kogoś kto pracuje z dokumentami, najlepiej księgowej. Świetnie, jeżeli w formie wolontariatu. W każdej dotacji jest pula środków przeznaczona na obsługę administracyjno-księgową. Jeśli jest taka konieczność, możemy zwrócić się do biura rachunkowego.

Gdzie szukać pieniędzy? Choćby w bankach. Praktycznie każdy bank ma swoją fundację. Większość towarzystw ubezpieczeniowych – również. Dla przykładu: Fundacja mBanku (www.mbank.pl/mfundacja/strona-glowna/) finansuje pomysły matematycznych konkursów lub zajęć matematycznych. Wnioski są rozpatrywane raz w miesiącu, przez cały rok, do kwoty 5.000 zł. Nawet nie jest wymagany, choć mile widziany, wkład własny.

Zdaję sobie sprawę, że taka droga wymaga dużego zaangażowania. Zwłaszcza na początku. Jestem jednak przekonana, że warto podjąć ten wysiłek, warto spróbować, a przynajmniej rozważyć taką alternatywę. Przecież chodzi o nasze dzieci i ich przyszłość.


Autorka

Joanna Redzimska, mama 12-letniej Zosi i 8-letniego Szymona, właścicielka Przestrzeni Edukacyjnej Zielone Światło, współzałożycielka i aktywny członek Uczniowskiego Klubu Sportowego Kometka z siedzibą w Jastrowiu i w Stowarzyszeniu Inicjatyw Lokalnych „Możemy Więcej” z siedzibą w Złotowie, księgowa w firmie Jastimpex Sp. z o.o., która ostatnio popołudniami gamifikuje matematykę.

Marcin Maziarz
Wydawca Magazynu67. Zakochany w regionie nad Gwdą i Notecią oraz w Pojezierzu Wałeckim. Ceniący i chętnie odwiedzający krainy nieco dalsze: Pojezierza: Drawskie i Szczecineckie, Kaszuby i wybrzeże Bałtyku ze szczególną atencją dla Półwyspu Helskiego i Zatoki Puckiej. Uzależniony od poszukiwania miejsc, w których jeszcze go nie było, od słuchania ludzi, którzy mają coś do powiedzenia i od spisywania historii, które mają sens. Do tej listy rodzina dodałaby jeszcze „weź, nie rób już tylu zdjęć”. Od czasu do czasu pokazuje się w TV Asta. Prywatnie tata dwóch synów i niemąż jednej nieżony.